 |
IRLANDIA |
20 maja,
2009 |
"
RAPORT Z PIEKŁA
"
(Fakty)Tvn24.pl
PONAD 35 TYSIĄCE IRLANDZKICH
DZIECI, BITYCH, MOLESTOWANYCH SEKSUALNIE, GWAŁCONYCH,
PRZEZ KSIĘŻY KATOLICKICH
Dochodzie obejmowało
lata 1930 - 1990
Data: 20 maja 2009
Źródło:
WirtualnaPolska.pl
, BBC
, CTV News Ca ,
Tvn24.pl ,
Przekroj.pl ,
Fakty i Mity
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przez ponad 60 lat, w
instytucjach prowadzonych przez Kościół
rzymsko-katolicki w Irlandii, tysiące dziewczynek i
chłopców, było bite, torturowane przez sadystów,
molestowane i gwałcone, przez pedofilów w
sutannach.
Komisja
Rządowa, zajmująca się wykorzystywaniem dzieci przez
księży katolickich, i innych pracowników kościoła
katolickiego, opublikowała wstrząsający, 2600
stronnicowy raport, będący podsumowaniem, jej 9-cio
letniego dochodzenia.
Śledztwo
prowadzone, przez sędziego Sądu Najwyższego
Irlandii, Seana
Ryana,
(na zdjęciu obok) objęło przesłuchaniem, ponad 2
tysiące byłych uczniów, placówek wychowawczych,
prowadzonych przez Kościół rzymsko-katolicki.
- Ogłoszony dokument stwierdza
że, molestowanie i gwałty małoletnich wychowanków, były
w instytucjach prowadzonych przez Kościół
rzymsko-katolicki, powszechnie stosowane.
Ośrodki wychowawcze prowadzone były w większości, przez
tzw. „Braci Chrystusa”, którzy, bili, znęcali się
fizycznie i psychicznie, molestowali i gwałcili,
podległych im małoletnich chłopców.
-
Molestowanie i gwałty seksualne dziewczynek, były w
mniejszym stopniu, ale powszechnie stosowano fizyczne i
psychiczne tortury, degradujące
godność człowieka. Bicie i
wyrafinowane tortury, były rutyną.
- Seksualne molestowanie i
gwałty małoletnich, były ogólnie
znane, ale utrzymywane w
ścisłej tajemnicy, przez
tzw. “władze kościelne”, które zalecały
stosowanie kar cielesnych, i chroniły zwyrodniałych
księży pedofilów, przed odpowiedzialnością karną.
- Śledztwo obejmowało lata, 1930
- 1990, kiedy to rząd Irlandii, pozbawił Kościół
Katolicki, prawa do prowadzenia placówek wychowawczych
dla dzieci i młodzieży.
Dokument, wzywa obecny rząd Irlandzki, do przyznania
się, do popełnionych błędów i proponuje, budowę
memoriału, upamiętniającego cierpienia tysięcy
Irlandzkich dzieci, ofiar zwyrodniałych sadystów
i pedofilów w sutannach.
Wincenty Szymanski
RuchOfiarKsiezy.Org
Irlandzkie media, nazywają raport komisji,
sędziego Ryana,
" IRLANDZKIM HOLOKAŁSTEM ".
Telewizja
Tvn24.pl (Fakty),
nazywa wstrząsający raport
-
" RAPORTEM Z PIEKŁA ".

" Przekrój "
z
dnia 22 lipca 2009, wiele miejsca poświęca, tragedii
irlandzkich dzieci.
red. Maciej Jarkowiec
pisze,
.... Po moralnym bankructwie
Kościoła w Irlandii ostatnim prawdziwym bastionem
katolicyzmu w Europie jest Polska. Ale nawet taki kolos
jak polski Kościół stoi na glinianych nogach.
Biczowanie, kopanie, podpalanie, zadawanie oparzeń,
dźganie, zmuszanie do pozostawania w pozycji klęczącej
przez wiele godzin, zmuszanie do kąpieli w wodzie
o temperaturze bliskiej wrzenia, bicie w podeszwy stóp,
zawieszanie na haku i bicie, szczucie psami – to nie są
praktyki, jakie wobec więźniów politycznych stosują
strażnicy obozów zesłania w Chinach, ani metody
nakłaniania terrorystów do zeznań w tajnych więzieniach
CIA. Takich środków wychowawczych przez cały XX wiek
używali wobec dzieci księża oraz bracia i siostry
zakonne w instytucjach kościelnych w Irlandii.
Wychowankowie tych ośrodków byli też na masową skalę
molestowani seksualnie, z gwałtami zbiorowymi włącznie.
20 maja 2009 roku – dzień, w którym opublikowano raport
tak zwanej komisji Ryana – to data ostatecznego upadku
Kościoła katolickiego w Irlandii, instytucji, która
przez stulecia stanowiła jeden z filarów tożsamości
narodowej mieszkańców tego kraju i dzięki której udało
im się oprzeć brytyjskiej kolonizacji
Pełny tekst artykułu, na stronach,
www.przekroj.pl

red.
Agnieszka Niesłuchowska
" Wirtualna Polska "
obszernie porusza, kwestie opublikowanego raportu i
problemy pedofilstwa księży w Polsce.
Rozmowa z Wincentym Szymańskim, fundatorem, RuchOfiarKsiezy.Org
Raport o ofiarach pedofilów w irlandzkim Kościele
zaszokował opinię publiczną. Dokument opisuje nadużycia
seksualne, do których dochodziło przez 60 lat ubiegłego
wieku. To jednak nie koniec – za miesiąc światło dzienne
ma ujrzeć kolejny wstrząsający raport o irlandzkich
duchownych. A jak wygląda sytuacja w polskim Kościele?
Niestety, ani episkopat, ani wymiar sprawiedliwości nie
ma danych na temat liczby duchownych-przestępców.
Irlandzki Kościół od lat zmaga się z grzechami
seksualnymi księży, co prowadzi do stopniowego upadku
autorytetu tej instytucji. Kiedy na początku lat 90.
światło dzienne ujrzały afery seksualne z udziałem
irlandzkich duchownych, okazało się, że przez lata były
one zamiatane pod dywan. W efekcie Irlandczycy zaczęli
odsuwać się od Kościoła, a liczba powołań znacznie
spadła.
Tysiące bitych i gwałconych
dzieci
Prace na temat raportu ws. przestępstw seksualnych
dokonanych przez irlandzkich duchownych trwały dziewięć
lat. Chodziło o to, by ostatecznie rozliczyć się z
niewygodnym tematem i oczyścić atmosferę wokół
skompromitowanej instytucji. Dokument, który został
opracowany przez rządową komisję działającą we
współpracy z irlandzkim episkopatem dotyczy znęcania się
nad wychowankami ośrodków wychowawczych w Irlandii,
które do lat 90. były prowadzone przez zakony
katolickie. Dokument opierał się na zeznaniach 2,5 tys.
byłych uczniów i pracowników placówek – szkół,
sierocińców, zakładów poprawczych i szpitali.
To, że brutalne czyny irlandzkiego kleru dokonane w
latach 1930-1990 (bo takiego przedziału dotyczy
dokument) dopiero po latach wyszły na jaw, w dużej
mierze wynika z ogromnego lęku ofiar duchownych. Dzieci
żyły w strachu przed karami cielesnymi, tysiące z nich
były regularnie gwałcone i bite. Jak powiedział, tuż
przed opublikowaniem raportu, abp Diarmuid Martin
komisja badająca okres 1975-2004 zidentyfikowała ok. pół
tysiąca księży, którzy wykorzystywali seksualnie swych
podopiecznych. Latem ma ukazać się kolejne sprawozdanie,
które będzie dotyczyć nadużyć duchownych poza placówkami
wychowawczymi.
Czym polski Kościół różni się od irlandzkiego?
Ojciec David Sullivan, irlandzki zakonnik, który był
rektorem seminarium duchownego Ojców Białych w Lublinie,
a obecnie przebywa na misji w Afryce, już kilka lat temu
mówił, że polski Kościół powinien wyciągnąć wnioski z
kryzysu irlandzkiego. – Kiedy sprawuje się tak potężną
władzę, trzeba się pilnować, bo łatwo jej nadużyć – mówi
w rozmowie z Wirtualną Polską o. Sullivan. Jednocześnie
wskazuje, że Kościół nie powinien zamiatać swoich
problemów pod dywan i zamykać się na krytyczne opinie z
zewnątrz.
Zakonnik uspokaja jednak, że sytuacja polskiego Kościoła
jest zupełnie inna niż irlandzkiego. – Historie obu tych
instytucji znacznie się różnią. W Irlandii od połowy
ubiegłego wieku, zarówno sierocińce, jak i inne placówki
wychowawcze były kierowane przez zakony, bo tamtejszy
Kościół był silnie związany z rządem. W Polsce było na
odwrót. Komunistyczna władza walczyła z klerem, więc
siłą rzeczy, duchowni nie mieli większego kontaktu z
takimi placówkami – mówi o. Sullivan.
Choć zakonnik przyznaje, że w Polsce coraz częściej
słyszy się o przypadkach przestępstw seksualnych z
udziałem księży, to nie widzi konieczności sporządzania
podobnego raportu.
Brak statystyk na temat
polskich duchownych
Trudno jest ocenić ile przestępstw o charakterze
seksualnym jest popełnianych przez księży i zakonników,
ponieważ wymiar sprawiedliwości nie prowadzi takich
statystyk. Choć wydawać by się mogło, że sądy mają
doskonałą wiedzę na temat skali zjawiska, to okazuje
się, że nie dysponują takimi zestawieniami. – Nie
opracowujemy statystyk dotyczących przynależności
zawodowej osób, w sprawie których toczy się
postępowanie. Zbieramy jedynie dane na temat rodzajów
przestępstw – mówi Katarzyna Szeska, rzeczniczka
Prokuratury Krajowej.
Takich danych nie ma również polski episkopat. – Każda
diecezja czy zakon prowadzi takie sprawy, jeśli
zaistnieją, we własnym zakresie, ale nie musi informować
nas o tym. Nie jesteśmy biurem statystycznym, aby
zbierać takie dane – mówi ks. Józef Kloch, rzecznik
Konferencji Episkopatu Polski. Ks. Kloch dziwi się
jednocześnie, że prokuratura nie ma takich liczb. – Kto,
jeśli nie prokuratura, ma wobec tego ma takie „twarde”
dane? Trudno mi uwierzyć, że takie statystyki nie
istnieją – konkluduje rzecznik. Dodaje jednak, że
słyszał o pojedynczych przypadkach molestowania, ale nie
przypuszcza, by podobny raport na temat skali tego
zjawiska w Kościele miał powstać w Polsce.
Dlaczego do tej pory nie ma wiarygodnych szacunków,
które zobrazowałyby skalę tego zjawiska w Polsce?
Zdaniem ks. Jacka Prusaka SJ z „Tygodnika Powszechnego”
do niedawna takich statystyk w ogóle nie było na
świecie. Dlaczego? – Po pierwsze w krajach takich jak
USA, czy Irlandia, Kościół od lat miał silną pozycję, a
katolicy stali na czele wszystkich większych urzędów. Po
drugie kwestia wykorzystywania seksualnego, zwłaszcza
nieletnich, była bardzo delikatnym tematem obciążonym
stygmatyzacją społeczną i kościelną. Zwłaszcza chłopcy
bali się mówić głośno o tym, że byli molestowani, bo
martwili się, że zostaną uznani w swoim środowisku za
niemęskich – mówi ks. Prusak.
Trzecią przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że
jeszcze do niedawna w środowisku medycznym funkcjonowało
przekonanie o „nieszkodliwości” seksualnego
wykorzystania dzieci. - Uważano, że nie jest to trauma,
lecz ich własna seksualna inicjatywa, forma dążenia do
inicjacji i przeżycia jej. Stąd jeden z biskupów
amerykańskich tłumaczył się ostatnio, że chronił księży
molestujących dzieci ponieważ powszechnie uważano, że
dzieci albo o takich doświadczeniach nie będą pamiętać,
albo z nich „wyrosną” - tłumaczy ks. Prusak.
4% amerykańskich duchownych
molestowało nieletnich
Dopiero na początku lat 80., kiedy wybuchły afery
seksualne w amerykańskim Kościele, pojawiły się pierwsze
szacunki, ale były one trzymane w tajemnicy. Najbardziej
reprezentatywne dane zawiera Raport Johna Jay’a z 2004
roku dot. duchowieństwa amerykańskiego. Wynika z niego,
że 4% duchownych w latach 1950-2002 dopuściło się
molestowania nieletnich. Na podstawie innych badań uważa
się ten wskaźnik za reprezentatywny. – Ogólna populacja
męskich przestępców seksualnych jest szacowana w
granicach 8% w społeczeństwie, dlatego też duchowni nie
stanowią grupy zwiększonego ryzyka. To jednak niczego
nie usprawiedliwia – podkreśla ks. Prusak.
Choć liczba skandali seksualnych wywoływanych przez
polskich duchownych jest znacznie mniejsza niż w USA czy
Irlandii, to nie oznacza jednak, że mamy powód do dumy.
Media regularnie bowiem donoszą o kolejnych aferach
seksualnych w środowisku polskiego kleru.
Skandale w polskim Kościele
... W niechlubnej historii
naszego Kościoła zapisał się m.in. poznański arcybiskup
Juliusz Paetz, który został oskarżony o molestowanie
seksualne kleryków w seminarium duchownym, czy ksiądz
Michał M., proboszcz z Tylawy, który usłyszał zarzuty ws.
molestowanie dziewczynek z parafii. Do jednego z
większych skandali doszło też w diecezji płockiej, w
której kilku księży było oskarżonych o molestowanie
ministrantów i członków grup oazowych oraz w Szczecinie.
Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam
duchowny – ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił
wstrząsające zeznania podopiecznych ogniska św. Brata
Alberta, którzy byli molestowani przez byłego dyrektora
ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski, który jak
mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę
ks. Andrzeja, zarzucał lokalnemu środowisku kościelnemu
tuszowanie całej sprawy....
... Choć w wielu przypadkach
wymiar sprawiedliwości, z powodu braku wystarczających
dowodów, przedawnienia lub niskiej szkodliwości
społecznej czynu, umarza śledztwa ws. duchownych, to
zdarzają się przypadki, w których zapada wyrok. Tak się
stało w przypadku franciszkanina z Pakości w
Kujawsko-Pomorskim, który za molestowanie ministranta i
posiadanie w komputerze pornografii z udziałem
małoletnich, został skazany na 4,5 roku więzienia.
Zakonnik otrzymał też zakaz pełnienia przez 10 lat
funkcji związanych z opieką i nauczaniem małoletnich...
Kim jest duchowny-pedofil?
Mec. Michał Kelm, który reprezentuje poszkodowanych
przez ks. Andrzeja D. mówi, że wciąż nie ma jednego
modelu rozwiązywania problemów molestowania seksualnego
przez Kościół. – Niektórzy księża starają się ignorować
problem i traktują pokrzywdzonego jak intruza, który
chce coś od nich wyłudzić. Inni chcą wyjaśnić sprawy i
pomóc ofierze. Wszystko zależy od konkretnych zakonów i
diecezji – mówi mec. Kelm.
Pełnomocnik pokrzywdzonych przez księdza ze Szczecina
opowiada też o traumie, jaką przeżywają ofiary
duchownych-pedofili. – Duchowny-gwałciciel to nie jest
facet siedzący z gazrurką w krzakach, który napada na
ofiarę i robi swoje. Duchowny najczęściej traktuje
ofiarę z szacunkiem, miłością. On nie używa przemocy
fizycznej, ale psychicznej. Wykorzystując zaufanie,
którym darzy go ofiara, doprowadza do konkretnej
sytuacji. Pokrzywdzony nie jest się w stanie obronić, bo
często nie wie, że dzieje się coś złego. Dopiero po
fakcie to do niego dociera – mówi mec. Kelm.
Zdaniem mecenasa duchowni, którzy dopuszczają się tego
rodzaju przestępstw, wstydzą się swoich czynów bardziej
niż zabójcy czy złodzieje. Jak jednak zaznacza,
większość duchownych wypiera się przed sądem swoich
czynów. A jeśli już zostanie udowodnione, np. przez
badania DNA, że molestowali seksualnie, starają się
umniejszać swoją winę. – Często mówią, że np. zostali
sprowokowani do gwałtu – mówi Michał Kelm.
Zamiast pieniędzy wolą
przeprosiny
...Według Kelma, w poczuciu
niewinności zbyt często umacniają duchownych-pedofilów
ich przełożeni, którzy zamiast odsunąć takich sprawców
od pracy duszpasterskiej, awansują ich. Dlaczego tak się
dzieje? – Poprzez nagrodzenie takiej osoby przełożeni
chcą jej pokazać, że wierzą w jej niewinność –
podsumowuje Kelm...
Watykan mówi „nie” pedofilom
... Ks. Prusak uzupełnia, że
ważną zmianę w rozpatrywaniu tego typu spraw wprowadził
też Benedykt XVI. - Zgodnie z decyzją papieża wycofano z
prawa kościelnego pojęcie przedawnienia – mówi
publicysta „Tygodnika Powszechnego...
Ks. Prusak podkreśla jednak, że istnieje różnica między
orientacją homoseksualną a pedofilią oraz że nie
istnieją żadne testy psychologiczne mogące „wyłapać”
potencjalnego pedofila. – Prawdą jednak jest, i temu ma
przeciwdziałać watykańska instrukcja, że 80% przypadków
molestowania ze strony duchownych dotyczy osób
nieletnich – - zaznacza ks. Prusak.
Polak z Ameryki założył Ruch Ofiar Księży
Ważne jest również to, że na fali skandali w
USA, Irlandii, Włoszech, czy tych w Polsce,
powstają stowarzyszenia, które chcą pomagać
ofiarom przestępstw kościelnych. Jedną z
takich organizacji jest Ruch Ofiar Księży,
założony przez Wincentego Szymańskiego,
który jako ministrant był molestowany w
parafii św. Jana w Zakroczymiu. Po blisko 40
latach od tamtych bolesnych wydarzeń
Szymański nawiązał kontakt z Siecią
Doświadczonych przez Molestowanie –
amerykańską organizacją, która zrzesza
poszkodowanych przez duchownych na całym
świecie i założył własną stronę w internecie,
na której zachęca do zgłaszania podobnych
przypadków.
Pełny tekst artykułu, na stronach, www.wp.pl
Rozmowa z WINCENTYM
SZYMANSKIM
Agnieszka
Niesłuchowska:
Opublikowany tydzień temu raport jest
przełomem w historii Kościoła katolickiego.
Kto pana zdaniem przyczynił się do
upublicznienia tych wstrząsających
statystyk?
Wincenty Szymański: Nie jest on
z pewnością zasługą irlandzkiego episkopatu
czy Watykanu. To zasługa Colmana O'Gormana –
dyrektora irlandzkiej sekcji Amnesty
International, który jest ofiarą księdza.
Zgwałcony, zdruzgotany psychicznie i żyjący
przez lata na ulicach Dublina O'Gorman nigdy
nie zaprzestał domagać się ukarania swojego
oprawcy i setek innych księży-pedofilów.
Domagał się wszczęcia dochodzeń przeciwko
przestępcom w sutannach, ale wszelkie próby,
kończyły się niestety, porażkami. Księży
pedofilów, chroniły nie tylko Watykan, ale i
rząd Irlandii. Jedyne, co możemy zawdzięczać
irlandzkiemu Kościołowi, to to, że uczynił
wszystko, aby wyniki dochodzenia opóźnić.
|
| |
Czy gdyby w Polsce
powstał dokument o molestowaniu i znęcaniu
się nad dziećmi przez polskich duchownych
byłby równie szokujący jak irlandzki?
– Myślę, że nie tylko polski raport, byłby
podobny do Irlandzkiego, ale też raport z
każdego innego kraju, w których ludziom
żyjącym wbrew naturze powierza się
wychowywanie dzieci. Zaufanie powinno być
owocem pracy, a nie wywodzić się z racji
wykonywanej funkcji. Tak jak to uczyniono w
Irlandii, na całym świecie powinno się
zakazać pracownikom Kościoła prowadzenia
ośrodków wychowawczych, ponieważ człowiek,
który nie chce być ojcem własnych dzieci,
nie może być ojcem innych.
|
| |
Czy dostaje pan
dużo zgłoszeń dotyczących nadużyć
seksualnych w polskim Kościele? Kto się
najczęściej zgłasza - rodzice czy sami
poszkodowani?
– Zgłaszanie zdarzenia przez rodziców to
rzadkość. Rodzice robią to tylko wtedy, gdy
sytuacja nie pozwala im na jakiekolwiek
działanie, kiedy wszyscy wokół są przeciwko
nim, a ksiądz pedofil tryumfuje. Napływające
zgłoszenia pochodzą przeważnie od ofiar,
które zastrzegają sobie prawo do wykluczenia
rodziców z wszelkich działań. Rozumiem ich,
bo sam byłem w takiej samej sytuacji i
wstydziłem się powiedzieć rodzicom, co się
wydarzyło. Obawiałem się, że to negatywnie
odbije się na ich zdrowiu. Podobnie czują
inne ofiary, dlatego nie zawsze idą na
policję czy do prokuratury. Myślę jednak, że
przełamanie w sobie bariery strachu i wstydu
może być początkiem dalszych działań. Często
sama rozmowa o tym co się wydarzyło z kimś,
kto im wierzy, rozumie i oferuje pomoc
powoduje odradzanie się nowego życia.
|
| |
Czy po latach
udało się panu otrząsnąć z traumy przeżytej
w dzieciństwie?
– Moja historia to szczęście w nieszczęściu.
Innym się nie powiodło, pewnie dlatego, że
ksiądz-pedofil i cała kościelna machina
zabiła w nich dzieciństwo i wiarę w siebie.
Na szczęście matka widząc moje cierpienie
pomogła mi wyjechać z Zakroczymia. Potem
ożeniłem się, wychowywałem dzieci i
znalazłem siły na wyjazd z kraju. Pozostało
mi natomiast obrzydzenie do jakiegokolwiek
dotyku mężczyzny i nieufność do księży. Do
Kościoła nie chodzę, bo nie potrafię się tam
skupić. Kiedy widzę księdza dotykającego
dziecko czuje potrzebę podejścia do niego i
dania mu po łapach. Patrząc na ołtarz, widzę
to, czego, pani nie widzi. Widzę księdza
dotykającego zaskoczone dziecko, strach i
obrzydzenie gwałconego ministranta. Miejsca
za ołtarzem czy zakrystia to dla mnie nie
święte, ale diabelskie miejsca.
Agnieszka Niesłuchowska
PÓŁ WIEKU HORRORU
red. Marek Szenborn
współpraca: AS
" Fakty i Mity "
2009-06-06 07:54:58
Kongregacja Braci Chrystusa specjalizowała się w
wykorzystywaniu seksualnym chłopców, a zgromadzenie
Sióstr Miłosierdzia - małych dziewczynek. Także
stręczyło je do nierządu. Poszkodowanych może być nawet
40 tysięcy dzieci. Wstrząsający, liczący 2600 stron
irlandzki raport ujrzał właśnie światło dzienne.
Jesteśmy jedyną polską gazetą, która ten dokument
przetłumaczyła i przedstawia jego fragmenty.
Nad raportem pracowała komisja wspólna irlandzkiego
rządu i Kościoła przez 9 lat. Watykan - jeszcze za
czasów JPII - wielokrotnie próbował storpedować jej
pracę. Na przykład arcybiskup Desmond Connell (taki
irlandzki Głodź) na polecenie "z góry" odmówił
przekazywania dokumentów, twierdząc, że są objęte
klauzulą tajemnicy spowiedzi. I pewnie kościelna hańba
nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie inny
arcybiskup - Diarmuid Martin. Ten młot na pedofilów
oświadczył publicznie, że nie spocznie, dopóki nie
wsadzi za kratki ostatniego zboczeńca w sutannie. I
słowa dotrzymał. A nam pozostaje tą drogą przekazać
ekscelencji takie oto słowa: jest Pan przyzwoitym
człowiekiem, księże arcybiskupie!
Pięciotomowy raport pisany jak akta prokuratorskie
został opublikowany w środę 20 maja o 16.45. Jeszcze
godzinę wcześniej, czyli w ostatniej chwili, watykańska
Kongregacja ds. Doktryny Wiary próbowała nie dopuścić do
jego ujawnienia. Bezskutecznie. Sąd Najwyższy Republiki
Irlandii nakazał pełną jawność.
Komisja przebadała kościelne akta z lat 1930-1980 i
wyciągnęła z nich jeden wspólny dla tysięcy przypadków
wniosek: wykorzystywanie seksualne małych dzieci w
ośrodkach prowadzonych przez Kościół katolicki (za
pieniądze państwa) przybrało rozmiary pandemii. Zresztą
trudno tu mówić o ośrodkach. To był raczej rodzaj obozów
koncentracyjnych. Na przykład w jednym z nich,
prowadzonym przez Siostry Miłosierdzia, małe dziewczynki
odmawiające seksu były publicznie chłostane. Nago!
- Skala zjawiska jest wprost niewyobrażalna. Mówi
się nawet o 40 tysiącach ofiar. Rząd Irlandii do tej
pory wypłacił odszkodowanie 12 tysiącom poszkodowanych
(średnio po 65 tys. euro), a na kolejne odszkodowania
zarezerwował w tegorocznym budżecie kwotę blisko 2
miliardy euro. Dlaczego płaci państwo, a nie Kościół?
Dobre pytanie. A z tego oto powodu, że to Republika
Irlandii kierowała do kościelnych ośrodków opiekuńczych
sieroty i to ona de facto za nie odpowiadała. Tak orzekł
Sąd Najwyższy. Czyli Krk spadł jak zawsze na cztery
łapy.
Co ciekawe, ujawnieniu wstrząsającej prawdy sprzeciwiali
się także wysocy rangą urzędnicy irlandzkiego resortu
edukacji. Jak się okazało... opłacani przez Watykan. Ten
haniebny proceder wyłączony jest do osobnego śledztwa.
Poniżej drukujemy cytaty z raportu. Przykłady...
przykłady, wydarzenia, fakty, dzień po dniu, rok po
roku. I tak przez 50 lat horroru.
- Podczas trzeciej fazy przesłuchania siostra
Helena O`Donoghue przyznała, że na porządku dziennym
było nieprzyzwoite dotykanie, masturbowanie a nawet
gwałcenie dziewczynek rękoma i różnymi narzędziami.
Potwierdziła też, że dzieci były wypożyczane osobom z
zewnątrz ośrodka opiekuńczego, w tym księżom. Wyznaczone
zakonnice zajmowały się stręczycielstwem co
atrakcyjniejszych dziewcząt, na czym zakon nieźle
zarabiał. W procederze udostępniania dzieci brał udział
nawet szkolny woźny, który otrzymywał zapłatę w
postaci... ich usług seksualnych.
- Dwóch księży z domu wychowawczego Ferryhouse
stanęło przed sądem za molestowanie seksualne chłopców.
Jeden z nich już wcześniej został skazany za zgwałcenie
dziecka. Ten sam malec trafił później z powrotem pod
opiekę tego księdza i był dalej gwałcony.
- W tym samym ośrodku Ferryhouse brat Bruno,
prefekt szkoły dopuszczał się gwałtów na siedmio-,
ośmioletnich chłopcach. Przez 20 lat. Przed sądem
oświadczył, że sam jest zdziwiony, że nie został na tym
procederze przyłapany, bo robił to niemal jawnie i
codziennie. Być może przyczyną nieujawnienia tych
okropności był fakt potwornego terroru panującego w
ośrodku, w którym za najmniejsze wykroczenie groziło
ciężkie pobicie lub zbiorowe zgwałcenie.
Ojciec Bruno został skazany na dziewięć lat więzienia.
Przyznał się do gwałtów na 40 wychowankach.
- W 1979 roku do Irlandii przyjechał papież Jan
Paweł II. Chłopcy ze szkoły w Limerick prowadzonej przez
księży pojechali witać Ojca Świętego. Ale jeden z
chłopców za karę (świadkowie nie potrafili sobie
przypomnieć, o co chodziło) został w ośrodku. Podczas
gdy papież wygłaszał homilię, w czasie gdy trwała msza
dziecko zostało wielokrotnie zgwałcone przez zakonników.
Trwało to ponad 5 godzin.
- W tej samej szkole zawodowej inny kapłan
starannie badał stan dojrzałości płciowej swoich
podopiecznych. Pieścił ich narządy, a gdy widział, że
potrafi już wywołać stan erekcji członka, przenosił ich
do kierowanej przez siebie grupy. Do wieloosobowych
orgii z jego udziałem dochodziło zazwyczaj w weekendy.
Aby dzieci były mu bardziej posłuszne, podawał im
narkotyki.
- Ojciec Garnier ze szkoły da chłopców w Clonmel z
seksu chłopców zrobił sobie dochodowy interes. Pomagał
mu w tym brat Leone, a nawet dyrektor placówki ksiądz
Lucio. Każdy pedofil, nawet z odległych zakątków
regionu, który miał ochotę i gotówkę, mógł zostać w nocy
wpuszczony do sal sypialnych wychowanków. Protesty
molestowanych były surowo karane.
- Ten sam Garnier miał w stałym zwyczaju
masturbowanie się w obecności wychowanków, a nawet
uprawianie seksu z jednym z chłopców na oczach innych.
- Gdy wspomniany wcześniej ojciec Bruno został w
końcu za przestępstwa seksualne zwolniony z pracy w
szkole, jego miejsce zajął brat Sergio. Miał naprawić
tragiczną sytuację i zaprowadzić w placówce normalność.
Polegało to niestety na tym, że zgwałcił 37 chłopców
(taką liczbę mu udowodniono), a w swoich perwersyjnych
zboczeniach dalece przebił poprzednika.
- W innej placówce kierowanej przez Kościół ksiądz
Valerio przez 9 lat gwałcił podopiecznych (7-10-latków),
ale otrzymał wyrok więzienia w zawieszeniu, bo
udowodnił, że jest absolwentem szkoły zakonnej, w której
sam był nieustannie molestowany seksualnie, więc taki
stan rzeczy uznawał jako normę. Jego wychowankowie
opowiedzieli komisji o seksie oralnym, jaki kazał im
uprawiać.
- Brat Guthrie w jednym z kościelnych internatów
prowadził zajęcia z chłopcami w wieku 12-13 lat z...
masturbacji. Uczył ich, na własnym przykładzie, jak to
się robi. A potem były... egzaminy. Przed sądem z
rozbrajającą prostotą wyznał: "Preferowałem młodszych
chłopców, bo starsi mogliby mnie wydać. Zakres wieku to
maksimum 13 lat i... jasne oczy".
- Swoistym domem publicznym zaspokajającym
klientów gustujących w małych dziewczynkach była szkoła
św. Józefa kierowana przez Siostry Miłosierdzia.
Oficjalnie nazywało się to wyjazdem na wakacje.
Zakonnice odbierały zamówienia, kasowały pieniądze i
wysyłały dzieci "na wypoczynek" do mężczyzn, którzy byli
ich klientami. Ale nie tylko do mężczyzn. Nierzadkie
były zamówienia od bezdzietnych małżeństw pedofilów,
które w ten sposób zaspokajały swoje żądze. Takie
wakacje połączone z seksualnym wykorzystywaniem dzień w
dzień trwały zazwyczaj miesiąc.
- Jedenastoletnia dziewczynka (dziś dorosła
kobieta) opowiada, jak tuż po przyjeździe do jednej z
rodzin, która zamówiła ją sobie na wakacje, była
dotykana w intymne miejsca i masturbowana. Gdy uciekła
do łazienki, gospodarze (małżeństwo w średnim wieku)
wyważyli drzwi, a mężczyzna brutalnie ją zgwałcił.
- Świadek (mnich) zeznaje, że dziewczynki w szkole
św. Józefa traktowane były przez zakonnice jak
prostytutki w najgorszym domu publicznym. Jeśli
odmawiały świadczenia usług seksualnych, były bite i
zamykane w ciemnicy. Jedno z dzieci nigdy nie nauczyło
się mówić. Wiele innych było opóźnionych w rozwoju.
Chłostane codziennie publicznie skórzanym pasem - za
krnąbrność - umiały się tylko modlić.
- W szkole św. Józefa szczególnie demoniczną
postacią była zatrudniona przez Kościół świecka
dyrektorka, pani Lacey, zaprzysięgła katoliczka.
Wykorzystywała seksualnie każdą ze swoich podopiecznych
2-3 razy w tygodniu. Najczęściej nakazywała wspólną
masturbację kilkorga dzieci. Czasem dochodziło też do
gwałtów.
Pani Lacey zatrudniała w szkole swojego brata. Do
obowiązków wybranych przez dyrektorkę dziewcząt było
conocne seksualne zaspokajanie go. Gdy odmawiały, były
bite. Po latach w wyniku śledztwa okazało się, że
mężczyzna nie jest bratem Lacey, tylko jej... mężem.
- Nie, nie jest naszym zamiarem epatowanie
Czytelników makabrycznymi opisami zboczeń, jakich na
małych dzieciach dopuszczali się zakonnicy, zakonnice i
księża. A także ich pedofilscy klienci. Tłumacząc
raport, pomijaliśmy co bardziej drastyczne opisy. Ale
katolicka Irlandia jest w szoku. Zawiązała się grupa
inicjatywna, która zbiera fundusze, aby na jednym z
centralnych placów Dublina postawić pomnik dzieci -
seksualnych ofiar katolickiego duchowieństwa. Liczba
powołań do irlandzkich seminariów spadła o 80 procent.
Liczba praktykujących katolików o niemal 50 procent. Ci,
którzy decydują się na karierę duchownego, są traktowani
przez społeczeństwo podejrzliwie. I trudno się dziwić...
Po opublikowaniu raportu powstał zespół prawników i
konstytucjonalistów, którzy sprawdzają, czy zgodnie z
irlandzkim prawem istnieje możliwość postawienia przed
sądem nie poszczególnych zboczeńców w sutannach, tylko
Kościoła katolickiego jako instytucji przestępczej.
- A w Polsce. A w katolickiej Polsce chyba tylko
PRL-owi możemy zawdzięczać, że do 1989 roku państwo nie
kolaborowało w podobny sposób z Kościołem jak w
katolickiej Irlandii. Za to księża pedofile robili i
robią swoje w zaciszu kościołów i plebanii. Zmowa
milczenia (także mediów) chroni ich lepiej niż
gdziekolwiek indziej na świecie.
- W Irlandii, w blisko 60 kościelnych
placówkach wychowawczych dla dzieci stworzono system
"opieki i resocjalizacji", które mogą się równać z
radzieckimi gułagami i nazistowskimi obozami
koncentracyjnymi.
W poprzednim odcinku opisaliśmy makabryczne zboczenia
seksualne, jakie na swoich podopiecznych uskuteczniali
księża i zakonnice. Ale to nie oddaje rozmiaru
potworności, która działa się w irlandzkim systemie
wychowawczym przez ponad 50 lat.
Blisko 1000 (!) księży i 800 (!) zakonnic, którym
udowodniono molestowanie dzieci, to tylko część horroru.
Potworna część, ale ktoś może powiedzieć, że jakimś
cudem urodziła się wyjątkowo plugawa populacja dewiantów
i nie należy z nią utożsamiać wszystkich pozostałych,
których przesłaniem było pomaganie sierotom.
Otóż nic podobnego. W Irlandii stworzono cały kościelny
mechanizm pedagogiczny. W skrócie wyglądało to tak:
katolicka Irlandia lat 30. była najbiedniejszym krajem
Zachodu. Migracja ludności "za chlebem" doszła do ok. 20
procent społeczeństwa. Nie wszyscy szukający lepszego
świata (głównie za oceanem) zabierali ze sobą dzieci. No
i tu powstał wielki dla państwa problem.
"Ależ nie ma żadnego problemu – ogłosił Kościół
katolicki. – Państwo wyłoży pieniądze, a my się tymi
sierotami zajmiemy. Nawet zorganizujemy specjalną sieć
placówek opiekuńczych". No i się zaczęło...
Marek Szenborn
współpraca: AS
Kto ma słabe nerwy, niech lepiej
tego nie czyta
Oto kolejna porcja zeznań tych, których Irlandia oddała
pod skrzydła Kościoła, dziś dorosłych ludzi. Komisja,
która sporządzała przez 9 lat cytowany dokument, nie
podaje nazwisk świadków. Są tylko imiona.
Jest np. Sean (miał
wtedy 6 lat), który opowiada o pewnej zakonnicy:
"Kiedy zaczynała mnie bić, nie mogła przestać. Biła
kijem i paskiem. Biła, biła i biła bez opamiętania.
Udało mi się uciec, dobiegłem do drzwi, otworzyłem je.
Tuż przy schodach znowu mnie dopadła, biła nadal.
Spadłem ze schodów, na dole siostra już była nade mną.
Takie bicia były zupełnie za nic, wszyscy byliśmy
maltretowani. Siostra biła nas, dopóki ktoś jej nie
powstrzymał".
Sarah: "Biły
nas też twardymi trzcinami. Trzciny miały około dwóch,
trzech stóp długości. Biły nas w klasie na lekcjach,
przy wszystkich, i w nocy. Kazały stać na jednej nodze,
później biczowały. Jak ktoś stracił równowagę, to
wszystko zaczynało się od początku. Musiałyśmy stać
prosto, żeby przestały bić".
Ava: "Nie było
zrozumienia tego systemu, nikt nie potrafił powiedzieć
stop. Jeżeli starsza osoba bije cię, uznawaliśmy, że tak
musi być. Myślałam, że to normalne. Potem dowiedziałam
się, że młode siostry od samego początku były uczone,
jak postępować z dziećmi. Nawet przymuszano je do tego
siłą. Mówiono im, że >>dzieci trzeba bić od małego, żeby
wyrosły na ludzi<<. W końcu zaczynały w to wierzyć.
Później w tych >>metodach wychowawczych<< chciały być
jak najlepsze. Prześcigały się nawzajem".
Grace:
"Wyjścia do toalety były odnotowywane. Uczniowie mogli
załatwiać swoje potrzeby tylko dwa razy dziennie, i to w
ściśle określonych godzinach. Co do sekundy. Na
każdorazowy pobyt w toalecie (te dwa razy) miałam po
pięć minut".
Conor: "Kiedyś nie
wytrzymałem – bo już nie mogłem – i poszedłem do toalety
bez niczyjej zgody. Siostry przyłapały mnie. Jedna z
nich kazała mi klęczeć i biła w plecy tak mocno, że
trzcinowa pałka poraniła jej dłoń, a ja nie mogłem spać
na plecach ponad miesiąc".
Ksiądz Matthew Gaffney:
(z irlandzkiego Instytutu Miłosierdzia):
"To prawda, kary cielesne były stosowane, ale wyłącznie
po to, by utrzymać dyscyplinę. Zaliczało się do nich
bicie i chłostanie".
Ava: "Gdy byłyśmy
niegrzeczne (zdaniem zakonnic), nasze łóżka polewano
wodą. Także kołdry. Całą noc spałyśmy w mokrej pościeli.
Ta kara podobno nie była nielegalna. Była zapisana w
statucie szkoły".
Leah: "Golono
nam głowy. Siedmioletnim dzieciom. Dziewczynkom. Do
gołej skóry. Kazano rozbierać się do naga, zakonnice
kazały się schylać i biły po całym ciele, najbardziej w
pośladki, żebyśmy nie mogły siedzieć. To nie chodziło
tylko o jeden dzień. Kiedy taką karę otrzymywało się
codziennie, to z siedzeniem miało się już problemy
nieustanne. Nawet po zagojeniu ran. Po tym wszystkim
nadal mam problemy z siedzeniem. A mam 40 lat!".
Eva: "Jeśli w
Rosminians (jeden z kościelnych sierocińców) jakieś
dziecko zsiusiało się w nocy w łóżko, to miało polewaną
pościel i swoje ubrania moczem przez kilka miesięcy.
Moczem innych dzieci, który w tym celu gromadziły
zakonnice. Powszechnie stosowaną karą było jedzenie kału
własnego i innych".
Brat Olivero:
"Kiedy przybyłem do tej katolickiej szkoły, to
zobaczyłem, że chłopcy za każde wykroczenie byli
wysyłani do brata Arrio, który bił i katował
>>łobuzów<<. Tak ich nazywał. Przez lata dzieci
straszono, że jak będą niegrzeczne, to pójdą do brata
Arrio. Bano się go jak diabła. Dochodziło nawet do aktów
samookaleczeń. Dzieci zadawały sobie rany po to, by nie
dostać się w ręce brata Arrio. To był demon, miał
obłędny wzrok".
Olivero zapytany, dlaczego o takim horrorze nie
powiadomił organów ścigania, odpowiedział, że
maltretowane było bardzo małe dzieci, które nie byłyby w
stanie potwierdzić jego doniesień.
Luke: "Brat
Arrio był diabłem. Związywał małe dzieci tak, że nie
mogły się ruszać. Robił z nich coś w rodzaju krzyża.
Ręce rozłożone, nogi skrępowane... Potem bił. Jak
przestał, to robił dziecku coś, co nazywało się majtkami
ze sznurka. Sznurek wokół bioder, sznurek pomiędzy
pośladkami... Bardzo ściśnięty. Kilkoro z nas chodziło w
takim stroju na zajęcia z religii. Cały dzień. Za
karę... Pamiętam jedną dla niego charakterystyczną
rzecz: nigdy żadnemu z nas nie spojrzał w oczy. Nawet
nie znam ich koloru...".
James:
"Brat Arrio nie był diabłem. Bo takie określenie obraża
diabła. W kościelnej stołówce zabronił nam raz na zawsze
korzystać z rąk. No więc jedliśmy z misek jak zwierzęta.
Jeden posiłek dziennie. Mieliśmy po 6 lat. Kiedyś
poskarżyłem się mojemu ojcu. Przyjechał w odwiedziny z
Anglii. Powiedział, że jestem bardzo wychudzony i
posiniaczony. Opowiedziałem mu, co tu się dzieje, zabrał
mnie wtedy do brata Arrio i zapytał, czy to prawda.
Arrio oczywiście wyparł się wszystkiego, powiedział, że
ja nie chcę jeść i ciągle wdaję się w bójki. Ojciec mu
uwierzył, bo ja miałem tylko 6 lat. Za to, że się
poskarżyłem, Arrio bił mnie codziennie przez dziesięć
tygodni".
Sophie: "Gdy
dziewczynki zaczynały być kobietami, to znaczy, kiedy po
raz pierwszy miały okres, były bite jako nieczyste.
Siostry mówiły, że to na pamiątkę grzechu pierworodnego.
Miałam 13 lat, kiedy to się stało. Przeraziłam się, gdy
stamtąd pociekła mi krew. Gdy powiedziałam o tym
siostrze zakonnej, dostałam w twarz. Posiłki ograniczono
mi do jednego dziennie. Nigdy nie dostałam żadnej
podpaski".
Adam: "Kazano
nam nauczyć się na pamięć całego katechizmu i zabierać
go na każde zajęcia. Pamiętam, jak jeden chłopak
zapomniał go wziąć. Siostra, która prowadziła wtedy
zajęcia (nazywała się Tyra), powiedziała, że dla
przykładu pokaże całej klasie, co się stanie, jak ktoś
zapomni materiałów lekcyjnych. Biła tego chłopaka na
naszych oczach prawie przez całą godzinę. Krwawił, a ona
nadal go biła. Wszyscy byliśmy przerażeni, że go zabije,
ale baliśmy się zareagować w jakikolwiek sposób".
Sean: "Gdy
siostry uznały, że zachowuję się źle, wylewały na mnie
pomyje z wiadra, które stało w kuchni. Śmierdziałem
potem przez kilka dni, bo nie pozwalały mi się wykąpać".
W latach 1930–1980 w katolickich sierocińcach Irlandii
zaginęło bez wieści 2 tysiące dzieci (5 procent). Dotąd
nikt nie wie, gdzie znajdują się ich groby! Część dzieci
zapewne umarła z powodu chorób. Autorzy raportu nie mają
jednak wątpliwości, że wiele dzieci zostało
zamordowanych, niektóre zapewne po brutalnym zgwałceniu.
Pominąłem w drugiej (ostatniej) części tego kościelnego
horroru wstrętny aspekt seksualny i pedofilski. Czy jest
lepiej? Nie, może nawet jest jeszcze gorzej. Każde
dziecko, którego wypowiedzi tu przytaczamy, w chwili,
gdy robiono z nim to, co robiono, nie miało więcej niż
13 lat.
Niech tym draniom ich Bóg to
wybaczy!
Marek Szenborn "Fakty i
Mity"
współpraca: AS
|